Cztery miesiące za nami – powoli wracam do życia

Dopiero co skakałam ze szczęścia widząc dwie kreski na teście.

Dopiero co drażniło mnie to że szybko się męczę.

Dopiero co umierałam w szpitalu.

Dopiero co podpisywałam zgodę na zabieg i znieczulenie które w skutkach ubocznych miały nawet śmierć.

Dopiero co przyzwyczajałam się do życia z Dj’em.

A teraz jestem już prawie na półmetku ciąży.

Powoli zaczynam sobie coraz lepiej radzić w nowej sytuacji.

 

Chyba moja psychika coraz bardziej jest świadoma, że niedługo moje życie stanie na głowie. Pojawia mi się powoli instynkt wicia gniazdka.

Ostatnie  tygodnie minęło mi na przyzwyczajaniu się i odkrywaniu na co mogę sobie pozwolić mając DJ’a, a na co nie. Staram się chociaż raz dziennie wychodzić na króciutki spacerek, którym jakby nie patrzeć jest dla mnie sporym wysiłkiem, ale postanowiłam, że nie dam się i nie dopuszczę do tego, że przeleżę ciążę.

Tak więc pomijając upał który mnie zabija i sprawia, że się rozpływam, to powoli wracam do w miarę normalnego życia. Odkrywam uroki spania na podłodze przy drzwiach balkonowych. Zimne kąpiele w wannie stają się wręcz rytuałem.

Obecnie jestem skupiona głównie na przygotowywaniu się do porodu, a może nawet nie tyle do porodu co do życia po porodzie, i tego tuż przed porodem. Posiadanie na stanie 3 i 6 latków daje spore pole do popisu, tym bardziej że w dniu porodu będą mieli już odpowiednio 4 i 7 lat. Duże chłopaki jakby nie patrzeć 🙂

No więc chłopacy sami pokazali że ścielenie łóżka to dla nich pikuś, tak więc na ten moment ścielą rano i wieczorem swoje łóżka i moje. W związku z tym, że wstają później niż ja, śniadanie też szykują we własnym zakresie – posmarowanie chleba powidłami to nie jest jakaś skomplikowana czynność więc jest spoko.

Ponadto jak łatwo się domyślić skoro ścielą swoje łóżka to znaczy, że w końcu ich wyeksmitowałam z mojego. Miłym akcentem tutaj jest to, że pomimo burzy która w znaczący sposób uszkodziła Śrem oni leżeli spokojnie w łóżkach, żaden nie przyszedł spać do mnie, a przecież to była 4 samodzielna noc Antosia. Natomiast rano opowiedział mi o tym co się działo w nocy 🙂 Kiedy on tak szybko dorósł – odważny chłopak 🙂

Chciałam jeszcze przyzwyczaić ich do wczesnego wstawania, tak żeby przejść na tryb szkolno-przedszkolny, ale to trochę ponad moje siły, bo sama lubię obecnie pospać do 8 😉 A Antoś jak zrobi sobie drzemkę w dzień to rano od 6 już po mnie skacze.

Planów jeszcze trochę mam. Zastanawiam się czy szykować chłopakom ubrania wieczorem czy wytłumaczyć jak mają sobie sami rano szykować. Ubieranie już opanowali – jak sobie Antoś nie radzi to Przemek mu pomaga.

Z większych wyzwań pozostanie jeszcze wpoić Przemkowi, że po szkole trzeba lekcje odrabiać – i to będzie chyba największe wyzwanie tego roku.

Z przyjemniejszych planów pozostaje mi zaprosić położną na wizyty edukacyjne przed porodem – już od jakiegoś czasu przygotowuje sobie tematy które chciałabym z nią omówić, żeby skonfrontować jej punkt widzenia z moim i tym co wszechwiedzący internet mówi. No i chciałabym męża namówić na szkołę rodzenia – czyli trzeba znaleźć chętnego co wyszykuje do spania moje cudowne latorośle. Jeśli nic się nie zmieni to cykl szkoły rodzenia do której się wybieram to 8 spotkań po jednym tygodniowo, a krążą legendy o dodatkowych spotkaniach, które interesują mnie jeszcze bardziej niż podstawowy cykl szkoły 🙂

Wpadam też w szał zakupowy – na razie zakupy kręcą się w okół mojej osoby, ale o tym przy innej okazji napiszę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *