Ciążowy mózg – i myślenie się wyłącza

Od początku ciąży zdarza mi się robić rzeczy strasznie nieracjonalne. Na szczęście pojawiają się też przebłyski myślenia, dzięki czemu mam okazję całkiem świadomie pośmiać się z moich wpadek.

Ciążowy mózg dba o to aby takich wpadek nie brakowało.

Tak więc sytuacja zmusiła mnie do wizyty w oddziale pewnej popularnej ubezpieczalni. Z informacji które posiadałam wynikało, że jeden oddział jest powiedzmy w środkowej części mojego miasta, drugi na samym końcu. Strona internetowa ubezpieczalni potwierdziła to.

Tak więc niewiele myśląc udała się do tego bliższego oddziału. Pamiętam, że dojście tam jeszcze pół roku temu zajmowało mi niewiele ponad 10 min. Także pomimo tego, że chodzenie z założonym DJ jest koszmarem, a po przejściu kawałka drogi jestem zmęczona jakbym przebiegła maraton – wyruszyłam w drogę. Co to dla mnie, taki półgodzinny spacer do centrum miasta. Po dotarciu na miejsce nie znalazłam żadnej ławki na której można usiąść, więc usiadłam na schodach dobytku do którego zmierzałam. Po złapaniu oddechu wtaszczyłam swoje wielorybie cielsko na piętro tylko po to, aby dowiedzieć się, że placówka już rok temu została zlikwidowana i najbliższa jest na samym końcu miasta.

Na szczęście posiadam przebłyski logicznego myślenia i po chwili załamania, że chyba pora do domu wrócić postanowiłam działać. Przypomniałam sobie gdzie znajduje się najbliższy przystanek komunikacji miejskiej (czemu do jasnej anielki tamtędy nie jeżdżą autobusy!!!). Zgadywanka czy na tym najbliższym przystanku zatrzymują się nasze miejskie autobusy czy tylko międzymiastowe i jak daleko w razie czego do następnego. Wyciągnęłam z torebki rozkład jazdy. Mam tylko jedną szanse – muszę dotrzeć na przystanek w ciągu 20 minut, bo kolejny jedzie za dwie godziny! Jeśli to ten bliższy to spoko, jeśli dalszy to porażka.

Dokonałam pełnej mobilizacji. Przy okazji jakiś obcy facet mnie zaczepił, ale po wymianie dwóch zdań odpuścił sobie 😉 (dokąd lecisz piękna?- przed siebie). Szczęścia zdaje się mam więcej niż rozumu i okazało się, że najbliższy przystanek jest uniwersalny i wszyscy się przy nim zatrzymują, więc mogłam nawet chwilę posiedzieć i odpocząć.

Wszystko pięknie się skończyło.

Dotarłam na koniec miasta, załatwiłam co załatwić miałam. Po powrocie do domu padłam ze zmęczenia.

Tym co mnie w tej całej sytuacji dobiło najbardziej to fakt, że wcześniej nie wpadłam na to żeby od razu jechać na koniec miasta. Przystanek autobusowym mam pod domem, a końcowy zaraz obok ubezpieczalni. natomiast do centrum musiałam się wlec i jeszcze się okazało, że nic tam nie ma 😉

Morał na przyszłość. Nie zawsze dalej znaczy dalej 😀

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *