Ciąża (nie) z obrazka

Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski ogarnęła mnie wielka radość. Wiecie myślałam, że skoro przed ciążą jestem aktywna fizycznie to w ciąży będzie podobnie. Długie spacery rodzinne. Radosne dziewięć miesięcy. Wieczorne rodzinne tulenie brzucha. Rozmowy z brzuszkiem. Dzieci zawsze mają dużo do powiedzenia swojemu przyszłemu rodzeństwu. Przeglądanie internetu w celu wyszukania fajnych rzeczy dla mamy i maluszka. Marzyłam o pierwszej w życiu sesji ciążowo rodzinnej. Dopołudniowe czytanie książek i delektowanie się Mozartem w tle. Kreatywne zabawy dla starszych dzieci. Pierwszy rodzinny wyjazd nad morze. Pierwszy w ogóle od wielu lat. Ostatnio gdzieś byłam jeszcze przed ślubem. 

Tak wiele się mówi o wpływie przebiegu ciąży na rozwój dziecka. O tworzeniu więzi jeszcze w życiu płodowym. O negatywnym wpływie stresu w ciąży. O tym jak ważna jest zdrowa zbilansowana dieta. Ostatnio nawet słyszałam, że to co je się w ciąży wpływa na to co dziecko będzie chętniej później jeść.

Czasami jednak nie jest tak kolorowo jak sobie wyobrażamy. Czasami pomimo naszych starań coś idzie nie tak. Już po miesiącu musiałam zrezygnować z treningów. Dojście do pracy to był wysiłek na miarę zdobycia Mont Everest.

Stres, dużo stresu. Zdecydowanie za dużo jak na osobę która nie jest w ciąży, a co dopiero jak rozwija się w nas życie. I te wyrzuty sumienia kiedy zamiast cieszyć się z ciąży, zamiast pokazywać maleństwu jakie życie jest piękne ja go faszeruje kortyzolem. Ten moment kiedy trafia się do szpitala z bólem nerek. Ten ból nie do wytrzymania. Ten ketonal który pozwala funkcjonować. I te kolejne wyrzuty kiedy wiesz, że wprawdzie ty czujesz ulgę w bólu ale dziecko jest również nafaszerowane lekami przeciwbólowymi. Kiedy wychodzisz ze szpitala i wierzysz, że teraz będzie dobrze. Że w końcu zaczniesz się cieszyć ze swojego stanu. Ale jednak ból nie ustępuje. Leżysz w domu w łóżku i patrzysz na opakowanie paracetamolu. Dorzucić dziecku jeszcze trochę chemii poza tymi szesnastoma „cukiereczkami” na dobę czy wytrzymać jeszcze trochę. Ten moment kiedy łykasz antybiotyk i na sam widok jest ci niedobrze. Kiedy łykając go wiesz, że dziecko też się nim częstuje. Ten moment kiedy rano decydujesz się jednak po raz kolejny na paracetamol. Jednak twój organizm ma już tego dosyć – ten stres, leki, ból, wyrzuty sumienia – nie przyjmuje kolejnych leków. Karetka zawozi cię do szpitala, po to aby przez większość czasu leżeć pod kroplówką. Znieczulenie ogólne. Zabieg. Dalej kroplówki.

I tak sobie słucham i czytam o tym jak przebieg ciąży wpływa na rozwój dziecka. I tak mi smutno i mi źle. I w takim nastroju właśnie kończę pierwszy trymestr ciąży. Przede mną jeszcze pół roku. Niestety o wyjeździe nad morze mogę zapomnieć. Po zabiegu nie nadaję się do niczego. Najchętniej przeprowadziłabym się do toalety. Kilkakrotnie w czasie dnia czuję bóle nerek. Są podobne do skurczy porodowych. Nawet sobie zażartowałam, że nie zauważę kiedy zacznę rodzić. Teraz muszę nauczyć się żyć razem z Djem. Nauczyć się radzić sobie z bólem, żeby jak najmniej paracetamolu łykać. Znaleźć sposób żeby odzyskać radość z ciąży, żeby przezwyciężyć strach przed tym co jeszcze mnie czeka zanim spotkam się z maleństwem po tej stronie brzucha. Muszę pokazać tej kruszynce że życie to nie tylko leki i ból. To też radosne chwile. Napawanie się świeżym powietrzem na balkonie, a może nawet odważę się wyjść na krótki spacer. Mieliśmy trudny początek, teraz pora zacząć naprawiać to co popsuło się na początku. Pora przygotować się do porodu jeszcze lepiej. Zadbać żeby wszystko ułożyło się na tyle dobrze że po porodzie kruszynka zostanie ze mną i będziemy dalej budować więź. Cieszę się że jestem doradcą chustowym, już od pierwszych chwil po kangurowaniu w szpitalu będę mogła kruszynkę nosić w chuście i nadal poświęcać czas starszym dzieciom. Po kursie masażu Shantala ćwiczyłam na starszakach. Teraz wieczorne masaże w wersji potrójnej będą stałym programem dnia. Kto wie, może nawet nauczę się śpiewać, mam jeszcze trochę czasu.No i pierś, moje mleczko i ten mały ssaczek. Karmienie piersią to niesamowite doświadczenie. Jest wiele sposobów na budowanie więzi przed i po porodzie.

Kiedyś ktoś powiedział że jak po burzy słońce a po nocy dzień tak po gorszych dniach przychodzą te lepsze.

Moje gorsze dni mam nadzieję się właśnie kończą, a jutro wstanie nowy piękny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *