Publiczne karmienie piersią – moja historia

Po Mlekotece dużo myślę. O publicznym karmieniu piersią. O tym dlaczego część ludzi jest oburzona czy zdegustowana widokiem karmiącej piersi. Wiele rozmów na ten temat przeprowadziłam z różnymi ludźmi.

Postanowiłam cofnąć się w czasie. O jakieś 5 lat. Byłam wtedy w pierwszej ciąży, właściwie dopiero co dowiedziałam się, że będę matką. Jedno było dla mnie oczywiste. Wiedziałam, że będę karmić piersią. Wtedy moja wiedza ograniczała się do reklam w kolorowych czasopismach. Pół roku, a później… no właśnie co później. Możecie się ze mnie pośmiać, ale wtedy wydawało mi się, że półroczne dziecko to je już w zasadzie tylko słoiczki i mleko z kubka albo kaszkę rano i wieczorem. Nie miałam w domu internetu więc dostęp do wiedzy miałam ograniczony.

Ale wróćmy do ciąży. Wtedy właśnie koleżanka została mamą. Karmiła piersią, przy mnie i przy naszych mężach. Wtedy czułam się niezręcznie. Tak mówię to głośno: Patrząc jak moja koleżanka karmi piersią czułam się niezręcznie. Starałam się raczej odwracać wzrok. Ale co z tego skoro ona postanowiła dzielić się wiedzą jaką zdobywała od swojej położnej. A były to czasy kiedy położna po porodzie przychodziła 2-4 razy. Chcąc nie chcąc przyzwyczajałam się do tego widoku.

Mijały miesiące i na świat przyszedł mój pierwszy syn.

Szczęście w nieszczęściu urodził się w 35tc. Mieliśmy utrudniony start przez jego pobyt w inkubatorze i naszą rozłąkę po porodzie i dokarmianie przez położną.

I gdzie w tym wszystkim szczęście? Synuś mój kochany spędzał cały dzień przy piersi. Wyjęcie mu jej z buzi powodowało krzyk. Zaspokojenie jego potrzeby ssania smoczkiem pomimo wielu prób nie powiodło się. W ten sposób spędziłam na fotelu z dzieckiem przy piersi trzy miesiące. Jedyne wsparcie położnej jakie otrzymałam to było powtarzanie na każdej wizycie, że jest wcześniakiem, że powinien nadal być w brzuchu, że potrzebuje tej mojej bliskości. Urodził się tylko miesiąc przed czasem, a nasze tulenie trwało 3 miesiące. Wiadomo, że odwiedzała nas najbliższa rodzina. Dziwnie się czułam na myśl o karmieniu w ich obecności, a jeszcze dziwniej na myśl, że całą ich wizytę spędzę w innym pomieszczeniu. Jak wspomniałam nie miałam w domu internetu, nie miałam też TV. Umierałam z nudów bo ile czasu można się zachwycać dzieckiem. Na pewno nie 24 godziny na dobę 😉 Fajnie z kimś czasem porozmawiać 🙂

Tak więc poprzestawiałam sobie wiele rzeczy w głowie. I o ile do dzisiaj nie ma opcji że rozbiorę się przed kimś obcym i pokażę piersi jeśli ta osoba nie jest lekarzem, to jeśli karmię to nie traktuję tego jak pokazywanie publicznie piersi, a jak karmienie dziecka które jest głodne. Dla mnie jest to sposób na zaspokojenie głodu mojego dziecka.

Kiedy w końcu lekarz pozwolił wyjść nam z domu ( magiczna granica 3 kilogramów) zaczęłam odwiedzać resztę rodziny. Jak każda rodzina chodziliśmy na uroczystości rodzinne. Wielokrotnie proponowano mi przejście do drugiego pomieszczenia w celu nakarmienia. Za każdym razem odmawiałam. Tłumaczyłam babci, że przyszłam ją odwiedzić, a nie siedzieć z moim dzieckiem w drugim pokoju bo to mogę robić u siebie. A synuś był tak zakochany w piersi, że takie karmienie potrafiło trwać nawet i godzinę 🙂

Przyszła wiosna, długie spacery.

Kiedyś musiała nastąpić ta chwila, że dziecko zgłodnieje na spacerze. Starałam się wybierać ustronne miejsce, ale nie zawsze było to możliwe. Moje dziecko samo mnie nauczyło, że karmienie piersią jest czymś naturalnym, czymś czego nie należy się wstydzić.

Pierwszego syna karmiłam 22 miesiące pomimo tego, że wróciłam do pracy na etat. Teraz karmię drugiego na razie 20 miesięcy. Nie wstydzę się już w ogóle. Nadal nie rozbiorę się publicznie, ale i tak jeśli moje dziecko tego potrzebuje to podam mu pierś w każdym możliwym miejscem niezależnie czy jest to centrum handlowe czy komunikacja miejska czy inne miejsce publiczne.

Piersi zostały stworzone do karmienia i taka jest ich podstawowa funkcja 🙂

Edit. Drugi syn karmiony również 22 miesiące

2 przemyślenia nt. „Publiczne karmienie piersią – moja historia”

  1. Ja karmię od roku i jeszcze mi się nie zdarzyło żebym musiała karmić przy obcych ludziach. Karmiła na parkingu w samochodzie i to chyba było najbardziej „publiczne”. Karmilam przy rodzinie, ale już przy znajomych bliższych lub dalszych wychodziłam do innego pokoju. Dla mnie to karmienie a nie striptiz ale może ktoś nie ma ochoty patrzeć na mój biust. I jednak ja czuje się lepiej karmiąc w spokoju i intymności, a Misia się nie rozprasza. Osobiscie chyba bym nie karmiła w autobusie czy na ławce w parku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *