O tym co się działo jak matka pojechała do szpitala

Wiele razy z przekonaniem powtarzałam, że dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Jazda z zaskoczenia do szpitala jest bardzo ciekawym doświadczeniem, szczególnie jeśli ma się w domu dwójkę dzieci i trzeba im zorganizować na szybko opiekę.

No więc wybór padł na moją mamę. Jakby ktoś się zastanawiał to jest to osoba po której ja i moje dzieci odziedziczyliśmy  problemy z siedzeniem w miejscu nic nie robiąc. Tak więc jak tylko pogotowie zabrało mnie z domu wkroczyła do akcji.

Po powrocie z szpitala kilka dni wcześniej się jeszcze nie rozpakowałam, bo w sumie wyszłam w kiepskim stanie i nie byłam w stanie nic zrobić. Tak więc na pierwszy ogień poszło pranie, żeby mi później przynieść do szpitala koszulę inną niż oferowana przez placówkę. Swoją drogą na ginekologii są obecnie całkiem przyzwoite koszule. O ile ustawienie programu w mojej pralce jest dosyć intuicyjne, i jakby nie patrzeć od 8 lat piorę głównie na jednym programie, więc był już ustawiony, ale trzeba było jakoś wprawić w ruch pralkę. W takiej sytuacji niezastąpione są dzieci. Szczególnie trzylatek któremu od nie wiem jak dawna tłumaczę że nie wolno bawić się włącznikiem od pralki. Okazuje się, że pomimo tego że miałam wrażenie że nic do niego nie dociera to jednak pięknie babci wytłumaczył obsługę pralki i to że nie wolno mu tego dusić.

No i biednego psa trzeba nakarmić, bo ja z samego rano przemieszczając się po domu na czworakach nie byłam w stanie napełnić miski. Moja kuchnia jest urządzona wbrew wszystkim zasadom które panowały w moim domu rodzinnym. Jest dostosowana do posiadania małych dzieci i w sposób przewidujący co mogą zrobić, tak aby szkody przez nich wyrządzone były jak najmniejsze. No więc padło kolejne ważne pytanie „chłopcy gdzie mama trzyma karmę dla psa”. I tutaj sześciolatek postanowił wkroczyć do akcji i wytłumaczył że mama gotuje pieskowi jedzenie na kilka dni i trzyma w lodówce. No i oczywiście mama podgrzewa jedzenie w mikrofali 😉 Babcia wytłumaczyła że jest staroświecka i odgrzeje na gazie. Pech chciał że moja kuchenka obsługuje się nieco inaczej. Mama ma zapalarkę w pokrętle, ja nie. Więc zapytała gdzie trzymam zapałki. Więc szanowny pierworodny wytłumaczył że zapałki są w szafce u góry, ale mama jak zapala gaz to używa tego guziczka którego jemu nie wolno dotykać.

Do dzisiaj nie wierzę że moje odwieczne tłumaczenie że czegoś nie wolno docierało do moich dzieci a ich postępowanie było raczej sprawdzaniem czy coś się może jednak nie zmieniło.

Jak tata wrócił z pracy dalej działy się ciekawe rzeczy.

Otóż dzieci mają pełno naklejek. Mogą robić z nimi co tylko chcą, pod warunkiem, że w ich pokoju. Tak więc podłoga, meble i ściany są poobklejane najprzeróżniejszymi naklejkami, po czym są one byle jak zdzierane i zastępowane innymi. Tatuś stracił cierpliwość i zagonił młodszego do szorowania miejsc po naklejkach, tak więc młody cały dzień szorował podłogę, meble i ściany.

Starszy wcale nie miał mnij zabawy. Kredki i pisaki też są ogólnie dostępne i o ile w swoim pokoju to mogą robić co chcą. Tak więc starszy został zagoniony do mycia okna które było popisane pisakami. Oczywiście tylko wewnątrz. A później również sufitu który od dawna uwielbia upiększać kredkami.

Tak więc wracając do domu o mało co  bym własnego domu nie poznała. Szkoda że w ciągu kilku dni ich pokój wrócił do stanu wcześniejszego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *