Krzyk – jak go przerwać

Czy istnieją idealne matki?

Czy istnieją takie, które nigdy nie krzyknęły na dziecko?

Takie które nigdy nie straciły cierpliwości?

Jeśli naprawdę istnieją to jest ich niewiele.

 

A teraz wystarczy wejść na jakiekolwiek forum internetowe czy grupę na facebooku, czy chociażby wpisy popularnej niani.

Takie nieidealne mamy szukają tam pomocy. Ich zachowanie jest opisywane przez „idealne”matki i sobie piszą jaka to kobieta jest zła, bo krzyknęła na swoje dziecko. Jak to zamiast podziękować niani za zwrócenie uwagi, że na dziecko się nie krzyczy rodzice ją wręcz atakują.

 

A teraz postawmy się w sytuacji tej mamy.

Czy ona nie wie, że na dzieci się nie krzyczy?

Czy krzyk sprawia jej przyjemność?

Czy ona cieszy się później z tego, że się tak zachowała?

Czy słuchanie – czytanie na temat tego jak to ona się źle wobec swojego dziecka zachowuje pomaga jej stać się lepszą?

 

Nie zamierzam tłumaczyć takiego zachowania, pogłaskać mamę po głowie i powiedzieć nie martw się.

Ale po co wypominać jej to, wpędzać w jeszcze większe poczucie winy? Czy ona naprawdę sama nie wie co robi źle? A może w końcu tak przyzwyczai się do tego, że wszystko robi źle, że przestanie się starać.

 

Wyobraźmy sobie, że rano dziecko wylewa sobie kakao na świeżą bluzkę.

Ot taki szczegół, zaraz trzeba, wyjść a dochodzi jeszcze sprzątanie rozlanego kakaa i przebranie dziecka. Takie prawie nic. Mama szykuje dziecku ubranie z nadzieją, że może samo się przebierze i sama ściera podłogę. Niestety okazuje się, że dziecko nie ma ochoty i jednak trzeba je przebrać, no trudno – zdarza się.

Idzie na spacer.

Godzinka na placu zabaw, jest super. Nie ważna jest dziura w spodniach, zawsze można zacerować albo olać to, a jak ktoś zwróci uwagę to ściemnić, że właśnie się podarły. Tylko jak to dziecko zabrać z placu zabaw. Przecież trzeba zrobić jeszcze zakupy i ugotować obiad. Dziecko nie chce zakończyć zabawy. Po godzinie negocjacji i krzyku udaje się opuścić plac zabaw. Pora na szybkie zakupy. To tylko trzy produkty. Trasa przejazdu przez sklep z góry opracowana, żeby nie minąć nic co może spowodować pożądanie dziecka i histerię. Ale właściciele sklepów nie są głupi, jakoś trzeba wyrwać pieniądze z portfeli klientów. Kasa – wspaniałe miejsce – lizaki, wafelki, soczki – jak to się w ogóle wszystko zmieściło na tak małej powierzchni? Mamo kup mi lizaka – nie kochanie, od lizaków psują się zęby – ale ja chce!!! – Nie.- Aaaaaaa!!!!!!!!! W tym miejscu jeszcze co najmniej dziesięciokrotne pytanie czy mama kupi to czy tamto, a może coś innego.

Nie ważne, że za każdym razem wygląda to tak samo, dziecko walczy zawsze tak samo dzielnie. A może jednak mama da się przekonać. Ma pani końcówkę drobnymi? Dziecko krzyczy, matka szuka, jedno oko w portfelu drugie zerka czy dziecko nie bierze nic do kieszeni i czy nie robi sobie lub komuś krzywdy. Zmęczona jakimś cudem kończy zakupy, które zamiast 15 minut trwały 45 😉

Dała jakoś radę, idzie do domu.

Mąż niedługo wraca z pracy, a obiadu nadal nie ma. Kobieta ogarnia kolejność wykonywanych czynności, żeby jak najszybciej zrobić obiad. W tym czasie dziecko stwierdza, że je nóżki bolą, i nie ma siły we wózku jechać bo to przecież takie męczące. Dla świętego spokoju wkłada je do wózka pomimo zawodzenia jakie to jest zmęczone. Bo przecież mama nie jest zmęczona, nie ma do tego prawa.

Pcha wózek z zestawem piaskownicowym, zakupami i wrzeszczącym dzieckiem, które jest tak zmęczone, że nie ma siły jechać w tym wózku i wyślizguje się z wózka – pół biedy jak na chodnik, ale jak postanowi sobie zjechać na ulicy? Tak jest na przyszłość mądrzejsza i zapina pasy. Co nie zmienia faktu, że albo dziecko dalej drze się jak opętane, albo dawno już opanowało sztukę uwalniania się z pasów. Spokojne tłumaczenie, że mama się spieszy bo trzeba obiadek dla taty ugotować niewiele pomaga, tak samo jak to, że mama jest zmęczona i chciałaby szybko być w domu. Pomijam wtarganie wózka na 3 czy 4 piętro bo sąsiadom przeszkadza wózek pozostawiony na parterze 😉

Wchodzi w końcu do domu,

nie chce mi się już wymyślać co może zastać po powrocie, bo w zasadzie już dosyć tego dnia przeszła 😉 Dziecko idzie się bardziej lub mniej grzecznie bawić w swoim pokoju ewentualnie pomaga przy przygotowywaniu obiadu. W międzyczasie dzwoni domofon bo szanowny pan roznosi ulotki i trzeba mu drzwi otworzyć. W tym czasie schabowy zdąży nabrać kolor lekko przypalonego 😉

Wraca mąż zmęczony z pracy. Co tu taki bałagan? Siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz i nawet naczyń nie możesz zmyć? Co te zabawki robią w salonie? Mam się o nie zabić? Urocze powitanie – prawda? A przecież wielu mężczyzn uważa, że po pracy to oni są tak zmęczeni, że kobieta powinna wokół nich nadskakiwać bo przecież ona nic nie robi.

Czy ta kobieta chociaż raz krzyknęła? Nie! Ale powtórzy teraz ten scenariusz przez kilkanaście kolejnych dni. Raz dzień jest lepszy, raz gorszy. I tak sobie żyje wiecznie niedoceniana bez pomocy przy ciągłej krytyce. W pewnym momencie pęka i ma wszystkiego dość. Zaczyna krzyczeć. Kiedy wieczorem raz na dłuższy czas ma możliwość wziąć porządną kąpiel zaczyna dochodzić, że krzyczy właściwie bez powodu. Sama potrafi dojść do wniosku, że przecież jakby ktoś jej trochę pomógł, wsparł ją to sytuacje w których krzyczy wcale nie byłyby, aż takie stresujące.

A teraz to co chciałam napisać bo chyba ździebko zanudzam 😉

Widzimy teraz tą kobietę jak już wyprowadzona z równowagi drze się na swoje dziecko. Po raz n-ty w tym tygodniu nie ma siły siedzieć we wózku. Pomimo pośpiechu mamy wydostaje się z wózka i rzuca się na chodnik i wierzga. Matka nie wytrzymuje i też się drze. Jak zachowujecie się w tej sytuacji widząc, że ona robi źle i że ona wie, że robi źle, ale jakoś nie potrafi zapanować nad nerwami?

Podchodzi wszystkim znana niania i zwraca uwagę,  że nie wolno krzyczeć na dziecko. Reakcja matki? Drze się na kobietę, żeby delikatnie mówiąc nie wtykała nosa w nie swoje sprawy. Efekt? Jak dla mnie to jeszcze większe zdenerwowanie matki, więc podejrzewam, że odwrotny od zamierzonego.

A spróbujmy inaczej.

Może podchodząc do tej rozkrzyczanej matki powiedzmy, że dzieci potrafią nieźle dać w kość. Prawdopodobnie matka przytaknie i przynajmniej przerwie atak na dziecko, które też jest zdenerwowane i cokolwiek mama by nie mówiła i tak się odbija jak grochem o ścianę. Jeśli mamy przed sobą matkę, która się zatrzymała nie atakuje i jest skłonna do rozmowy to możemy jej i dziecku naprawdę pomóc. Odrobina zrozumienia, pocieszenie, że przecież dzieci w końcu wyrastają z tego buntu. Jaki efekt? W pewnym momencie matka zapomina o co właściwie była wściekła i idzie spokojna dalej 😉

 

O tym jak rozmawiać z dzieckiem napisano już setki artykułów i wydano wiele książek. Nikt jednak nie pisze o tym jak rozmawiać ze zdenerwowaną matką, jak jej pomóc. Sama wielokrotnie miałam nadzieję, że ktoś mi pomoże bo byłam już całkiem bezsilna. Wielokrotnie sama też widziałam kobiety, które były bezsilne wobec swoich dzieci i chciałam im pomóc, ale nie wiedziałam jak. Długo się zastanawiałam co by mi pomogło w sytuacjach kryzysowych. I wydaje mi się, że właśnie to zrozumienie zamiast pouczania było by najodpowiedniejsze jak dla mnie. Może macie inne pomysły jak pomóc mamom w ich bezsilności?

6 przemyśleń nt. „Krzyk – jak go przerwać”

  1. Z perspektywy matki rozumiem, że dziecko może tak wyprowadzić z równowagi, że chce się krzyknąć. Nie może to jednak być wytłumaczenie, bo oto takowa matka codziennie może być zmęczona, sfrustrowana, wkurzona, mieć zły dzień z jakiegoś tam powodu i krzyk stanie się rutyną. Mam nadzieję, że ten kto zwraca uwagę robi to w dobrej wierze, by sprawić, żeby przemyślała ona swoje zachowanie i jemu zaradziła. Być może należy szukać pomocy, poprosić partnera by pomógł w obowiązkach czy znaleźć nowy sposób odstresowania trudów dnia codziennego. Osobiście nie byłam świadkiem takiego zdarzenia, w którym musiałabym interweniować. Wiadomo, że obserwator nie zna nigdy przyczyny, ale… Wolę gdy ludzie reagują, niż udają, że nic nie widzą, a potem dzieje się tragedia.

  2. Jest taka instytucja która „pomaga” mamą. To tato 🙂
    Nie raz i nie dwa jednemu z nas puszczały emocje, z różnych względów. Wtedy jest to drugie, które trzeźwym okiem patrzy na całą sytuację i nie boi się interweniować. Nie mamy do siebie pretensji, że jedno zostało przywołane do porządku przez drugie. Uzupełniamy się.

  3. Moja ma trzy lata, jak dotąd nie miałam powodu na nią krzyknąć. A dzieckiem jest z gatunku trudnych, żywych, bywa że czasowo agresywnych, można powiedzieć, że diabeł wcielony. Więc jakbym chciała ją uderzyć, albo na nią nakrzyczeć, to na pewno znalazłabym… pretekst. Tak, dla mnie niektórzy ludzie mają potrzebę (podświadomą) odegrania się na dziecku i szukają pretekstów, by to zrobić. Powtarzają to, co zaznali w dzieciństwie, ale tego nie pamiętają. Zawsze byłam nerwowym człowiekiem, z mamą i bratem kłóciłam się zażarcie, ale nie byłam karana biciem (ani w jakikolwiek inny sposób). Prawdopodobnie dlatego nie mam odruchów przemocowych. Jeśli w ogóle mam odruch w przypadku trudnych sytuacji okołoemocjonalnych mego dziecka, to przytulanie. Za co mi się czasem oberwie od dziecka, no ale taki już los.

    Recepta? Nie ma recepty. Na pewno pomaga mi moje lekkie spektrum autyzmu. Paradoksalnie to, co mnie przez całe życie ograniczało, dziś jako matce daje mi ogromną siłę. Raz, nie roję sobie w głowie, co na mój temat sądzą inni, zwłaszcza gapie czy sąsiedzi. Bo po prostu nie bardzo to umiem zrobić. Czasem żartem mówię, że sąsiedzi nas traktują jak patologię, ale tak naprawdę nie mam bladego pojęcia, co o mnie myślą. W sumie przez pięć lat mieszkania na tej samej klatce z twarzy zdołałam zapamiętać tylko dwie osoby. Nigdy z nimi nie rozmawiam.
    Druga rzecz, to to, że kieruję się przede wszystkim w życiu logiką i umysłem, a nie emocjami. Więc po prostu nie tracę zimnej krwi, gdy coś wymyka się spod kontroli, tylko staram się szukać logicznych rozwiązań, nawet jeśli to trwa miesiącami (myślenie, jak wyjść z impasu). Przemoc nie jest logiczna. Stawianie dziecka do kąta nie jest logiczne. Karny jeżyk także nie ma nic wspólnego z logiką. Przytulanie, noszenie, śpiewanie, głaskanie, podskakiwanie – jest bardzo łatwe do udowodnienia prostymi logicznymi równaniami. Miłość jest prosta, nienawiść jest skomplikowana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *