To były dziwne dwa miesiące

Cała historia zaczyna się 1 kwietnia. Prima aprilis jakoś nigdy mnie nie ciągnęło. Tym razem jednak zapoczątkowało jeden wielki dowcip. Chociaż właściwie nie dowcip, tylko pewien ciąg zdarzeń.

Powoli minęły sobie święta Wielkanocne. Przyszła pora na powrót do rzeczywistości. Tylko tak jakoś ciężko było rano wstać – wiecie – przedszkole – szkoła – praca. Codzienny rytm i straszna senność. Zdaje się rozleniwiłam się przez święta. Nie no co wy – ja miałabym się rozleniwić 😉 Dobra przyznaję się, że już wtedy wiedziałam co się dzieje 😉

W między czasie udało mi się zaliczyć drzemkę, odrabianie lekcji z synem zrzuciłam na męża. Ale nawet to nie pomogło. Na wieczornym treningu coś szybko jak na mnie się zmęczyłam. Wywołało to wtedy zdziwienie koleżanki 😉 E, tam – nie wyspałam się po prostu 😉

Dalej było jeszcze ciekawiej. Od jakiegoś czasu uwielbiałam gorącą czekoladę. Ja w ogóle jestem czekoladoholiczką i dzień bez czekolady to dzień stracony. Nie wypiłam jej, po kilku łykach miałam wstręt. To akurat wywołało radość dzieci bo mogły ją za mnie wypić.

Wstręt do czekolady nie trwał jednak długo. Chleb z nutellą zagryzany ogórkami kiszonymi był hitem pewnego dnia. Że mój żołądek przyjmował coś takiego przez cały dzień bez buntu to aż szok. Na szczęście tylko jeden dzień. Dalej powrócił wstręt do czekolady. Ha, właściwie łaziłam i szukałam czegoś co byłabym w stanie przełknąć. Na widok większości pokarmów robiło mi się po prostu niedobrze.

I te zapachy. Ten zapach owocowej herbaty nie wiadomo skąd w czasie pracy – oknem pewnie wleciał. I ten zapach psa. Siedziałam sobie pewnej nocy przy komputerze. Rodzinka już spała aja dla urozmaicenia zamiast umierać ze zmęczenia nie miałam siły położyć się spać. No i pies jak to pies przyszedł grzać mnie. Niestety uznałam że niemiłosiernie śmierdzi. Zrzuciłam ją i wróciłam do komputera. Ale to tylko pies, przylazła znowu. Znowu mi śmierdziała i znowu ją z łóżka zrzuciłam. Było już dobrze po północy. Kiedy po raz kolejny wróciła uznałam, że mam tego dosyć. Zamiast jak normalny człowiek zamknąć ją w łazience żeby mi nie śmierdziała pod nosem to postanowiłam ją wykąpać. Mój mózg nie pracował już normalnie. Zapomniałam o taki drobnym szczególe jak na przykład to że mokry pies śmierdzi jeszcze bardziej. Nie wytrzymałam tego dłużej – poszłam spać 😀

Taka mieszanka nastrojów, apetytów i zapachów popchnęła mnie ku zakupowi testu ciążowego – który nikogo to pewnie nie zaskoczy ale wyszedł negatywny. Ale kto by tam na jakiś test patrzył. Test jedno, a moje samopoczucie drugie.

Funkcjonowanie w dzień to jakaś tragedia. Po zaprowadzeniu pierwszego dziecka do przedszkola, konieczna była 15 minutowa drzemka zanim byłam w stanie drugiego do szkoły zaprowadzić. Całkiem podobnie przy odbieraniu ich po obiadku. Chwała za to że w przedszkolu i szkole dzieci mają obiad bo ja żywiłam się przedziwnymi rzeczami.

Kochanie, ty jesz oliwki? – Spadaj, nic na to nie poradzę. – Ale przecież ty nie lubisz oliwek – No właśnie (płacz)

W wolnym czasie zaopatrzyłam się w nowy test. Po tak długim czasie w końcu wyszedł pozytywny. Tylko to w zasadzie niczego nie zmieniło. Nie poczułam się lepiej, nie zaczęłam jeść normalnie, nie przestałam przesypiać pół dnia – a nie coś jednak się zmieniło. Poranne – właściwie całodzienne mdłości dawały mi niezły wycisk. Mózg też przestał funkcjonować jak należy.

Wypadało w końcu zrobić praktyki na promotora karmienia piersią. Co to dla mnie – jakieś Szamotuły. Samochodu brak no to czeka mnie jazda pksem 😀 Według informacji na stronie PKSu droga do Szamotuł z mojego miasta to około 4 godziny jazdy 😉 Śrem Poznań to pikuś – godzinka z groszem bo wyszukiwarka poprowadziła mnie przez jakieś wioski a ja tego nie skontrolowałam. A okazało się że 15 min wcześniej jechał Metropolis. Istna załamka, mogłam mu tylko pomachać. Wiem czekałabym wtedy dłużej na dworcu, ale z moją chorobą lokomocyjną i mdłościami ciążowymi byłoby to chyba jednak lepsze rozwiązanie. Dałam radę. Za to jazda do Szamotuł trwała ponad dwie godziny. Tak sobie myślę że bardziej okrężnej drogi to już chyba nie można było zrobić 😀 Podróż przeżyłam. Oświecenia w trakcie doznałam. Przecież z Poznania do Szamotuł pewnie pociągi kursują. Z pomocą lepiej ogarniętych ludzi bo internet w komórce działa różnie dowiedziałam się że wybierając podróż pociągiem będę w domu ponad godzinę wcześniej niż dojechałabym pksem, a ponadto podróż trwała niecałe pół godziny zamiast dwóch. Po powrocie padałam z nóg. Jak mi się udało następnego dnia dzieci do placówek na czas zaprowadzić to nie wiem.

Mały lokator sprawił że kupując lody kiedy poczułam zapach ogórków zapytałam przy okazji sprzedawcę czy sprzeda mi samą wodę od ogórków 😀 Z lodami truskawkowymi byłby to szczyt moich kulinarnych marzeń.

Wiecie jak to jest rano kiedy po zaprowadzeniu dzieci do placówek macie wizytę u ginekologa? Tak to jest, że rano postanawiacie się odświeżyć pod prysznicem. Zupełnie nieświadomie moczycie włosy nie wiadomo po co, a jak już zmoczone to w sumie można umyć. Co z tego że dzień wcześniej je myłam. Higieny nigdy za wiele. Tylko, że 15 minut później musiałam zaprowadzić pierwsze dziecko do przedszkola, a nie posiadam suszarki do włosów. Zawsze czekam, aż same wyschną. No ale trzeba wyjść. Wyszykowałam dziecko i wychodzimy. Kiedy już zamykam drzwi moje kochane słoneczko informuje mnie: -Mamusiu nie mam bucików. Patrzę na te małe stópki a on w samych skarpetkach stoi na zimnej posadzce. No cóż – dobrze że powiedział mi o tym koło domu a nie jak byśmy byli już na dole. A na dole wielka radość – pada deszcz. Przynajmniej w tych mokrych włosach nie będę wyglądać dziwnie. Pani w przedszkolu tylko na mnie spojrzała – o deszcz pada :D:D:D

Kiedy byłam już w drodze do lekarza zerwała się taka ulewa że aż słabo się robi. Myślałam o tym aby pojechać autobusem niestety o tej porze nic nie jechało. Więc półgodzinny spacer piechotą uprzyjemnił mi dzień. Kiedy dotarłam do lekarza nie miałam na sobie już nic suchego. U położnej zostawiłam pod krzesłem kałużę tak ze mnie ściekało. No cóż – przynajmniej było wesoło. Lekarz jak to lekarz spóźnił się godzinkę także przed wizytą byłam już prawie sucha 🙂

No i teraz już tak oficjalnie. Przyczyna mojego dziwnego zachowania ma już 11 mm długości i póki co rozwija się prawidłowo. W prawidłowy sposób daje mi wycisk, a przed kolejną wizytą żeby mi za dobrze nie było muszę zrobić badanie krwi na czczo. Jak nic umrę z głodu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *