Ach śpij kochanie – tylko gdzie?

Jednym z większych wydatków przed porodem jest miejsce do spania dla naszego dziecka. Przy pierwszym dziecku wybór wydaje się wręcz oczywisty, chociaż w dzisiejszych czasach przy takim natłoku reklam w internecie chyba nie jest to takie oczywiste.

Tak więc 7 lat temu zakupiłam łóżeczko,

jak każdy chyba rodzic w tamtych czasach. Chyba nawet kilka razy go użyłam. Właściwie to wtedy otaczałam się ludźmi, którzy uważają, że miejsce dziecka jest w łóżeczku i po każdym nocnym karmieniu trzeba je do niego odkładać. I wszystko zmierzałoby w tym kierunku gdyby nie fakt, że po pierwsze mój syn potrzebował piersi non stop, a po drugie moja początkowa energia po porodzie zaczynała się kończy, a zaczynał doskwierać brak snu. Przez co któregoś razu podczas nocnego karmienia na fotelu zasnęłam z dzieckiem na rękach. To, że nie spadł na ziemię to jakiś cud.

Dla bezpieczeństwa zaczęłam karmić na łóżku i po skończeniu karmienia odkładać synka do jego łóżeczka. I pojawił się kolejny problem. Nigdy budząc się w nocy nie wiedziałam czy po karmieniu odłożyłam małego czy jednak śpi ze mną. A jak go nie widziałam to panika czy na pewno odniosłam go, czy jednak leżę na nim. Więc dla własnego zdrowia psychicznego został z nami w naszym łóżku. Wtedy zawsze jak się przebudziłam byłam świadoma, że on musi gdzieś tu przy mnie być.

Natomiast łóżeczko zyskało zaszczytną funkcję składowiska ubrań czekających na poskładanie i schowanie do szafy. Kiedyś wydawało mi się że je wyprasuje, ale tylko wydawało mi się 🙂

Dzienne drzemki to jakaś fikcja. Jedyna możliwość to chusta i delikatne przełożenie do naszego łóżka, bo jakoś odkładanie do łóżeczka powodowało nagłe otwarcie oczu i wrzask. Zdecydowanie łóżeczko parzyło.

Ale są takie chwile, że dziecko nie śpi i wyjątkowo nie odpowiada nam żeby biegało po podłodze. Niektórzy mają kojec, inni doradzają, żeby włożyć dziecko do łóżeczka i dać mu zabawki, niech się samo pobawi. Normalnie strzał w 10 jeśli potrzebuje się 15 minut na umycie podłogi w całym mieszkaniu bo niedługo goście przychodzą. Tylko warto pomyśleć o tym żeby nie tylko obniżyć dno w łóżeczku, ale również odkręcić karuzelę 🙂 Ja pomyślałam tylko o tym pierwszym.

Myjąc podłogę bo przecież za chwilę przyjdą goście świętować pierwsze urodziny pierworodnego zostawiłam go w łóżeczku z zabawkami i tą nieszczęsną karuzelą. Tak się składa, że sztukę wstawania i chodzenia miał już wtedy opanowaną do perfekcji, więc wstał i uwiesił się na karuzeli. I niby nic takiego, ale producenci nie przewidzieli takiego zastosowania i w pewnym momencie usłyszałam trzask i płacz. Karuzela pękła, dziecko się przewróciło i uderzyło głową o szczebelki nabijając sobie guza. Tak więc pozostały dotychczasowe metody radzenia sobie z opornym dzieckiem, aby nie plątało się pod nogami. Chusta i młody na plecy, odpowiednia muzyka i spalanie kalorii przed tortowym obżarstwem 🙂

Jak się łatwo domyślić przy najbliższej nadarzającej się okazji łóżeczko pożegnało nasz dom i poszło w świat poznawać inną rodzinę która spodziewała się pierwszego dziecka.

Minęło trochę czasu, a test ciążowy znowu pokazał dwie kreski. Znowu trzeba było znaleźć rozwiązanie na sen małego człowieka. Mieszkanie niewielkie, a starsze dziecko zajmowało już sporo powierzchni mieszkalnej. Zabawki, mała sofa na której nie chciał spać no i pies. Gdyby nie pies maleństwo od początku spałoby z nami. W ciągu dnia spałoby na naszym łóżku Jednak miałam obawy czy pies w przypływie czułości nie postanowi położyć się na noworodku.

Decyzja padła na kosz mojżesza na płozach. Był cudowny. Jedna z najpiękniejszych rzeczy w mojej wyprawce. Jeszcze przed porodem lubiłam na niego patrzeć i rozczulać się, myśląc o tym, że niedługo mały człowieczek będzie w nim spał. Oczywiście w nocy jako matka karmiąca piersią wolałam mieć dziecko w swoim łóżku. W międzyczasie starszak został wyeksmitowany do swojego łózka, bo za bardzo się w nocy wiercił. Kosz był genialnym rozwiązaniem na dzień przez dobre 5-6 miesięcy. I ta radość starszaka, że może młodszego brata bujać – nieopisana.

Niestety dzieci rosną, a kiedy zaczynają się dosyć skutecznie obracać kosz przestaje być bezpieczny. Tak więc także w dzień drzemki odbywały się na naszym łóżku i po raz kolejny posiadanie małego mieszkania było bardzo przydatne. Kiedy maluszek spał na moim łóżku, a ja chciałam obiad ugotować to w ruch szło lustro na jednych z przesuwanych drzwi od szafy. Ustawiałam je tak aby w razie czego widzieć w lustrze śpiocha.

Kiedy zaczął być bardziej mobilny trudno było go upilnować, żeby nie schodził z łózka od razu po przebudzeniu. Kiedyś w przyszłości powiem wam co robiłam żeby te jego schodzenie było w miarę bezpieczne pomimo tego że nasze łóżko nie należało do najniższych.

Mijały lata, a test ciążowy znowu pokazał dwie kreski.

Właśnie spodziewam się trzeciego dziecka. Starsze zajmują już dosyć sporą powierzchnię mieszkalną, chociaż zabawek coraz mniej, ale miejsce do zabawy jest potrzebne. Stoję właśnie przed podjęciem decyzji w jaki sposób będzie sypiało moje trzecie dziecko.

Pojawiła się przez moment opcja żeby skontaktować się z dziewczyną której sprzedałam kołyskę czy by jej nie odsprzedała. Muszę przyznać, że bardzo mnie to kusiło. Jednak mieszkanie z gumy nie jest. Starszaki od niedawna śpią u siebie. (chcecie poczytać o tym jak ich wyeksmitowałam z mojego łóżka?) Pies nadal biega po mieszkaniu. Na pewno w nocy maluszek będzie spał ze mną, moje lenistwo nie pozwala na inną opcję 😉

Natomiast w dzień coś trzeba wymyślić. Niektórzy chwalą sobie pudełka do spania dla noworodków. Trzeba przyznać, że kusząca opcja. Takie pudełko to pewnie nawet w kuchni na blacie by mi się zmieściło, ale jednak się nie zdecydowałam. Całkiem świadomie uznałam że od maleńkości dziecko będzie spało na naszym łóżku, pies jest już starszy i wychowuje się z dwójką dzieci. Poza tym jest malutki, a ja mam kontrolę nad tym co się dzieje w pokoju kiedy jestem w kuchni lub łazience. Lustro jest genialnym wynalazkiem.

Jednak całkiem przypadkiem nudząc się na fb wpadła mi oferta koleżanki,

która sprzedaje wózek po swoim dziecku. Planowałam w prawdzie kupić na wiosnę spacerówkę bo po co mi zimą gondola (wyjaśnię to bliżej jak będę opisywała w styczniu mój dzień z trójką dzieci). Ale skoro wózek dwufunkcyjny ma taką kuszącą cenę to czemu by nie wykorzystać gondoli na początku do drzemek w dzień. Nieużywany wózek pewnie będzie stał na klatce schodowej koło moich drzwi, na drzemkę będę nim wjeżdżać do domu.

Czy boję się, że ktoś go ukradnie? Drogi złodzieju jeśli koniecznie potrzebujesz mojego wózka to się nim udław, nie potrzebuję go ale pewnie kilka razy z niego skorzystam. Jeśli masz trudną sytuację i potrzebujesz wózka – zapukaj – dogadamy się. Jeśli uznam że potrzebujesz go bardziej niż ja to dostaniesz całość i dorzucę ubranka z których maluszek do tego czasu wyrośnie 😉

Apropo jeszcze współspania, nie każdemu odpowiada dzielenie się własnym łóżkiem z dzieckiem. Może po prostu lubi mieć dużą przestrzeń do spania, ale jednak lenistwo skłoni go do spania z dzieckiem. Zawsze można kupić dostawkę do łóżka rodziców.  Można rozmontować jeden bok łóżeczka i zrobić samemu taką dostawkę. Ja pewnie bym musiała przebić się na balkon, żeby dostawka się zmieściła, ale na szczęście nie mam potrzeby posiadania dostawki.

Jest też bardzo ciekawa opcja do rodziców którzy nie wyeksmitowali starszych lokatorów ze swojego łóżka. Wiele takich rodzin po prostu przenosi się na podłogę i łączy ze sobą kilka materacy.

No i teraz macie niezłą zagwozdkę, gdzie dziecko ma spać 😀 Prawdopodobnie przy pierwszym dziecku będziecie musieli wypróbować kilka opcji, żeby znaleźć tą najbardziej odpowiednią dla was i waszego stylu wychowywania. Później jest już coraz łatwiej. A dzieci są różne i nie zawsze będzie im odpowiadać to co wymyślicie 😉

Jedno przemyślenie nt. „Ach śpij kochanie – tylko gdzie?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *